Recenzja „Wina truskawkowego” – filmu Dariusza Jabłońskiego

Źródło grafiki: https://fwcdn.pl/fpo/13/66/261366/7752264.6.jpg

 

            „Wino truskawkowe” to film Dariusza Jabłońskiego z 2007 roku, zrealizowany na podstawie scenariusza, który oparty został o „Opowieści galicyjskie” Andrzeja Stasiuka. Jest to nostalgiczna i pełna realizmu opowieść, która traktuje o leniwie płynącym życiu mieszkańców Beskidu Niskiego. Nie poskąpiono w niej dozy dobrego humoru i emocji ukrytych w bohaterach pod płaszczem codzienności i zwyczajności.

Alkoholizm, bieda, realia życia na prowincji i terenach popegeerowskich, bohaterzy o mocnych charakterach doświadczeni przez życie, wolno biegnący czas, minimalizm, niechęć do zmian, a także nieuchronność losu i świadomość przeznaczenia to podwaliny fabuły filmu. Jednak bardziej niż na nią, ta historia filmowa kładzie nacisk na postacie i sytuacje z nimi związane. Wspaniałe kreacje aktorskie stworzyli czołowi aktorzy, między innymi: Marian Dziędziel, Robert Więckiewicz i Maciej Stuhr. W obliczu tragedii bohaterami kieruje godność i filozofia życiowa. Pozorna ich zwykłość to tak naprawdę okrycie dla życiowych tragedii, dzikich namiętności i niebanalnych charakterów. Losy tych ludzi niezmiennie splatają się z losami duchów, które jednak widzą tylko wybrani.

„Wino truskawkowe” pokazuje mentalność miejscowej społeczności, do której przynależeć może tylko ten, kto uzna za swoje, wyznawane przez większość grupy twarde prawa. Ta stałość pozwala głównemu bohaterowi odnaleźć harmonię w swoim życiu i poukładać je na nowo. Nieprzypadkowo gra go postać bardzo podobna fizycznie do Andrzeja Stasiuka, co wpływa na skojarzenie historii filmowej z osobistymi dziejami autora książki.

Na szczególną uwagę zasługują nietuzinkowi bohaterowie, na przykład piękna Słowaczka Lubica, uwielbiająca nęcić miejscowych mężczyzn spontanicznym tańcem oraz policjant o smutnym uśmiechu, w którym zgromadził cały ból i żal z powodu kolei swojego losu. Nawet prosty pijak ma w tym filmie swoją własną historię wartą zgłębienia. Wszyscy są w pewien sposób urzekającymi, niedoskonałymi i prawdziwymi ludźmi „z krwi i kości” – postaciami swojskimi i znajomymi, swego rodzaju archetypami, które we współczesnym świecie powoli już zanikają. Ukazani są jako zwyczajni i prości, pełni słabości, w zażyłym kontakcie z piękną naturą. Mają niebanalne podejście do świata, wierzą w duchy i opatrzność. Reżyser zwrócił uwagę głównie na męską część tamtejszego społeczeństwa: silną, twardą, zmagającą się z przeciwnościami losu, swoimi słabościami i samotnością. Szukają oni pocieszenia w butelce alkoholu, co pomaga im znosić trud codzienności, ułatwia kontakty z innymi oraz stwarza możliwość wejścia w odrealniony, lepszy świat, do którego wrota kryją się w tamtejszej ziemi na każdym kroku. Kobiety zaś zdecydowanie ukazane są jako postaci drugoplanowe – jeśli występują na ekranie, to tylko w celu wyeksponowania emocji mężczyzn. Miejscowi ludzie tęsknią za czasami PRL-u, walczą o przetrwanie, wiecznie kombinując. Pomimo tego, że przeszłość odgrywa w ich życiu pierwszorzędną rolę, starają się łapać każdą chwilę szczęścia w myśl maksymy „carpe diem”.

 

 

Film, łączący magiczny realizm z subtelnym poczuciem humoru, zachwyca nie tylko historią, ale także efektowną szatą graficzną i muzyczną: wspaniałe zdjęcia Beskidu autorstwa Tomasza Michałowskiego w połączeniu z muzyką Michała Lorenca przenoszą widza w magiczny, mistyczny wręcz świat, który pełen jest tajemniczości. Filmowa adaptacja „Opowieści galicyjskich” to fabularny debiut reżysera. Wybrał tylko niektóre z wątków opisanych przez Stasiuka i zrealizował je w urokliwym zaciszu Beskidu Niskiego. Po tym wspaniałym otoczeniu, spotykając na swej drodze nie mniej ciekawych bohaterów, oprowadza przybysz z Warszawy. Film pełen jest duchowości, przywiązania do rytmu zachwycającej i enigmatycznej przyrody, do tradycji i praw, którymi ludzie rządzą się od wieków. Realizm miesza się z fikcją, naturalizm z nadnaturalnością. Magia łączy się z rzeczywistością w najbardziej nierozerwalny sposób. W jednej z najpiękniejszych polskich krain ukazana jest realistyczna i zarazem zaczarowana strona życia.

„Wino truskawkowe”, choć opowiada o zaściankowej prostocie wiejskiej ludności, pozbawione jest kiczu, przesytu kolorów, zbędnych grafik i sztucznej czy przerysowanej gry aktorskiej. Wszystko to wpływa na fenomenalną, szczerą i prostą siłę przekazu, dzięki której widz doświadcza cudownych wrażeń. Tak, jak pory roku, przeplatają się tu miłość, zbrodnia i pokuta. Życie głównego bohatera w nowym – wiejskim – środowisku ukazane zostało bardzo metaforycznie. Film to jedna wielka gra metafor. Należy się mocno skupić, aby poprawnie je odczytać i zrozumieć, co autor chciał przez nie przekazać.

Beskidzka wieś może jawić się jako zabita deskami wioska gdzieś na końcu świata, której nie warto poświęcać uwagi. Jednak Jabłoński z pomocą Stasiuka prezentuje ją od środka jako klimatyczną i magiczną. W takim środowisku nie ma miejsca na półśrodki – wszystko jest albo białe albo czarne, ludzie są albo dobrzy albo źli. Nie ma nic pomiędzy, nieważne są usprawiedliwienia i powody ich poczynań. Tytułowe wino truskawkowe pite jest tu litrami i łączy wszystkich mieszkańców. Codzienność opisana jest językiem detalu – szczera i monotonna jako ciekawa i sensowna.

Aby móc najlepiej zachłysnąć się tą filmową opowieścią, należy odłożyć na bok wszystkie swoje ważne sprawy i delektować się jej nastrojem, oddając się jej urokowi. Skłania ona do patrzenia czulszym wzrokiem na codzienność, która nas otacza. Otwiera oczy na innych ludzi, ich drugie oblicza, dramaty, skrywane historie i powody takich a nie innych postaw czy zachowań. Sam autor pierwowzoru historii – Andrzej Stasiuk – wyznał, że film idealnie odwzorowuje książkę, że reżyser kręcił sceny w tych samych miejscach, w których powstawały one w głowie pisarza, co jest chyba najlepszą rekomendacją do jego obejrzenia.

 

Autor: 
Eliza Juruś
Źródło: 

materiały własne

Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
11 + 0 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.