Recenzja powieści Jennifer Down - Ciała światła, niezwykle empatycznej opowieści o bezbronności

Jennifer Down i jej powieść Bodies of Light.

 

„Kiedy Liz Phair zaśpiewała swoją piosenkę z 1991 roku - Fuck and Run - nie mogłem przestać zastanawiać się nad ironią jej chóralnego lamentu. „Fuck and run, fuck and run / even when I was 12” – prowokujące teksty, które wskazują raczej na wykorzystanie seksualne. Takie coś staje się formą samooskarżenia: ja to zrobiłam, nie ty.”

Ciała światła to kontemplacja na temat tego, jak to jest doświadczać właśnie takiej bezbronności. Narrator, Maggie Sullivan, żyje w zinstytucjonalizowanym świecie „rodzin zastępczych, grupowych domów i jednostek mieszkalnych z kratami w oknach”, „zaplanowanych posiłków, kąpieli, zabaw, snu i skrętów zaprawionych amfetaminą”. Jej ojciec jest narkomanem, który odsiaduje w więzieniu wyrok za zabicie jednego ze swoich kolegów, któremu wstrzyknął coś do organizmu, co wydarzyło się, gdy bohaterka była mała. Jej matka umarła zanim dziewczynka skończyła dwa lata - przedawkowała narkotyki w publicznej toalecie. Czteroletnia Maggie po raz pierwszy była molestowana; w wieku 11 lat doświadczyła tego ponownie.

 

 

Jej słowa mają formę pisanego pamiętnika. Gdy wspomina „kąpiele pod prysznicem w ciemnościach, penetrowanie odbytu za pomocą litowo-miedzianej pięciocentowej monety i ssanie żelków w kształcie węży dla zabicia smaku penisa w ustach”, czytelnik ma tolerancję dla jej dość nonszalanckiego wyczucie szoku. Maggie nauczyła się być ostrożna i stała się mistrzynią w kreowaniu się na tak mało znaczącą osobę jak to tylko możliwe: „ Wyobraźcie sobie mnie tego lata - przekonującą, a jednak nie budzącą zaufania; świeżo upieczoną piętnastolatkę, szukającą dziury, w której może się schować”. Gdy miała 19 lat trafiła na oddział psychiatryczny z diagnozą depresji klinicznej, katatonii i psychozy. Pomiędzy dwudziestym a trzydziestym rokiem życia doświadczyła depresji poporodowej. Podążamy za nią w dorosłość i późny wiek średni, będąc świadkami incydentów, które dosłownie odmieniają jej życie.

Historia głównej bohaterki wzbudza współczucie: „Pomyślałam o tym, jak to jest mieć rodzeństwo, być do kogoś podobnym, dzielić się wspomnieniami”. Autorka nakłania w ten sposób czytelnika, by wszedł on w rolę osoby współczującej; zabiega o emocjonalne zaangażowanie, do którego namawiały takie powieści jak Małe życie (A Little Life) Hanyi Yanagihary czy Shuggie Bain Douglasa Stewarta.

Maggie wspomina swoje dzieciństwo pełne okrutnych nadużyć: „W domu przyjrzałam się sobie w dużym, poplamionym lustrze znajdującym się na drzwiach mojej sypialni. Nie urosłam ani trochę, ale moje nogi miały złowrogi, kobiecy zarys w miejscu, w którym znajdowały się moje pełne uda. Na brzuchu i biodrach w miejscach, gdzie gumka moich majtek zostawiła delikatne linie, pojawiło się nowe ciało. Spłaszczyłam moje piersi dłońmi, starałam się rozłożyć ich ciężar w miseczkach stanika tak, aby wydawały się jak najmniejsze. Odwróciłam się, żeby przyjrzeć się mojemu tyłkowi i udom z lekkimi dołeczkami. Chciałam odzyskać moje dawne dziewczęce ciało.”

W tym fragmencie jest mnóstwo lapidarnych szczegółów. Pojedynczy przymiotnik - poplamiony - opisuje tandetne, lekko zabrudzone, podmiejskie lustro, czyli powierzchnię, która nigdy nie będzie oddawać niczego efektownego lub transcendentalnego – namacalnego okiem umysłu. Zwraca uwagę również dodanie wyrazu ‘złowrogie’ do idei ‘kobiecego zarysu’ - jest to manewr zarówno niepokojący, jak i zbijający z tropu. Niepokoją też dyskretne próby uczynienia widocznych odciśniętych linii na ciele i pełnych ud „tak małymi, jak to możliwe”. Dalej ma też miejsce skumulowanie statystycznego, niemal naukowego języka, którym opisuje samą siebie. Odwzorowuje to, co zostało zniszczone. Używa słów: redystrybucja, ankieta; jakby obliczając straty, jakie spowodowała młodość i dzieciństwo. Stawia sobie pytanie o to, co może sprawić, że ciało znów stanie się całością. To wszystko prowadzi do przejmującego wniosku, że: tęsknota Maggie za dziewczęcym ciałem jest słuszna - ono nigdy nie miało szansy na istnienie, ale też nigdy już nie wróci.

Od czasu do czasu Down nadmiernie podkreśla oderwanie Maggie od traumy i przyziemności. Gdy bohaterka spotyka w kinie chłopaka, który jej się podoba, bardzo pragnie „usiąść obok niego i patrzeć jak pracuje, tak jak kiedyś obserwowała tatę grającego w bilard w Southern Aurora lub zdobywającego punkty na plastikowym zestawie do bilarda dla dzieci”. Ten rodzaj naiwności nie jest spójny z postacią, w której losy czytelnik ma zaangażować się emocjonalnie. To kobieta, która zapisuje się na kierunek ‘sztuka’ na uniwersytecie w Melbourne i czyta klasykę w bibliotece publicznej; kobieta, która jest zdolna do spostrzeżeń na temat wiarygodności gniewu węży na lizakach, czego gorycz wynika prawdopodobnie z kontekstu. Autorka wymaga od czytelnika, by uwierzył, że Maggie chciałaby chłopaka podobnego do jej taty grającego w bilarda na zabawkowym zestawie - nawet jeśli brzmi to mało artystycznie, banalnie i bardzo naiwnie. Są to cechy, których Maggie nigdy nie doświadczyła. Down jest głosem Maggie, myśli jej myślami i widzi jej oczyma. Taki zabieg wymaga jednak od pisarza zastanowienia się nad tym jakie słowa, uczucia i myśli bohaterów jego powieści byłyby wiarygodne. Wyklucza też przelewanie na papier swoich osobistych opinii i uczuć.

Niewielu pisarzy może oprzeć się pokusie stylistycznej swobody. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że Maggie przedziera się przez Middlemarch, Beloved i Davida Copperfielda – prawdopodobnie narracyjny mechanizm zaprojektowany jest tak, aby umożliwić Down bardziej ekspansywną nową lirykę. Czy Maggie naprawdę świadomie napisałaby coś literackimi rytmami i kadencją: „nasze imiona wytatuowane na fundamentach nieznajomej sypialni […] Tyle pokoi lub prawie pokoi, pustych i okropnych […] ścian wypluwających izolację […] skuliliśmy się, ciepłokrwiści, między kocykiem piknikowym a polarowym kocem"? Być może czytelnik z założenia ma być wyrozumiały; dreszcz związany z tymi pomysłowymi określeniami „wytatuowanego” i „wymiotującego”, „prawie pokoi” i „ciepłokrwistych” jest z pewnością urzekający. Jednak niektóre z tych kwiecistych określeń nie mogły być głosem Maggie: „Byłam zahipnotyzowana kształtami rzeczy, konturami paproci przypominających kręgosłup, majestatycznymi tablicami drogowymi, wszystkim na nowo uświęconym srebrzystą ciszą”.

Ciała światła (Bodies of Light) to niezwykle empatyczna książka, bildungsroman[1] w stylu Jane Eyre lub W niewoli uczuć. Bohaterowie tego gatunku literackiego są wiarygodni w swoich nadziejach, przekonaniach, marzeniach i pragnieniach. Maggie pokazuje nam, jak - bez względu na to, czy „pieprzymy się i uciekamy”, czy też „jesteśmy przez kogoś pieprzeni i uciekamy od tego” albo nie do końca potrafimy określić czy jest tak czy inaczej - żyjemy i będziemy żyć dalej: „Naciągnęłam sobie sweter na nos i poczułam się głupio, bo ona była tuż obok mnie. Zawsze czekałam na czas, w którym będę za tym tęsknić”.

 

[1] powieść o moralnym i psychologicznym rozwoju głównego bohatera

Autor: 
Author: Declan Fry / Tłumaczenie: Anna Kępska
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
19 + 1 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.