Grzechy Johna Michaela Osbourne’a.

Black Sabbath. Obrazoburcza nazwa, odwrócone krzyże, wulgarne teksty, nawiązania do demonów i śmierci. Wymaga to jednak sprostowania. Zarówno Ozzy Osbourne jak i żaden z członków Black Sabbath nigdy nie mieli związku ani z satanizmem, ani z żadną inną wspólnotą wyznaniową. Aby wyjaśnić przyczynę tego zjawiska, cofnąć się należy do początków działania grupy.

Druga połowa lat sześćdziesiątych to dominacja estetyki strachu. Widz lubił się bać, w kluczowym dla Sabbathu, 1968 roku swoją premierę miał m. in. film „Dziecko Rosemary”, podobnie jak dziesiątki innych produkcji w tym czasie, mówiący o opętaniu. Ozzy wraz z kolegami z szkolnej ławki przede wszystkim chciał dotrzeć do szerszej publiczności, zacząć zarabiać poważne pieniądze i grać rock’n’rolla. Każdy debiut wymaga wpasowania się w bieżące trendy, Ozzy, Anthony (Tommy) Iommi i Terence Buttler (Geezer), czyli najbardziej pierwotny skład i główny motor grupy wpisali się w owe trendy doskonale. Skąd pochodzi nazwa? Po kilku chybionych próbach okrzyknięcia zespołu mianem Polka Tulk (tani środek czystości) czy Earth (tu zawiodła i fonetyczna wieloznaczność słowa jak i nieporozumienia związane z tym, że zespołów o takiej nazwie było więcej) wybór padł na Black Sabbath. Dlaczego? Jeden z członków grupy zobaczył wśród plakatów miejscowego kina (w Aston, skąd pochodził pierwotny skład) afisz filmu „Black Sabbath” (z 1963, w Polsce dystrybuowanego jako „Czarne święto”), która to nazwa przypadła do gustu wszystkim muzykom (jak i publiczności). Najciekawszym pozostaje fakt, iż sam Ozzy...nigdy owego filmu nie widział.

W związku z chwytliwą – acz skandaliczną nazwą zespół szybko zyskał popularność zarówno na Wyspach, w Europie jak i w Stanach Zjednoczonych. Pojawiły się jednak także niespodziewane problemy – podczas tras koncertowych zespołowi towarzyszyli nie tylko fani rock’n’rolla ale także… sekty wyznaniowe związane z satanizmem i okultyzmem. Raz jeszcze podkreślę, iż żaden z członków zespołu nigdy nie był z taką subkulturą związany, co więcej – muzycy się ich bali. Mroczne teksty odpowiadały potrzebom słuchaczy, a także pozwalały na realizację pomysłów chłopców z Aston, odpowiadały także ich koncepcji muzycznej i upodobaniom do ciężkich brzmień. Nie znaczy to jednak, że na postać Osbourne’a patrzeć można bezkrytycznie.

Doniesień, teorii i wypowiedzi samego Ozzy’ego odnośnie jego uzależnień od wszelkiego rodzaju substancji psychoaktywnych do dziś funkcjonuje więcej, niż utworów muzyka. Najbardziej wiarygodnym źródłem pozostaje autobiografia Osbeurna „I am Ozzy” (którą szczerze polecam). Rzecz jasna swojego czasu stacja MTV emitowała reality show „The Osbournes”, którego celem było pokazania codziennego życia rodziny Księcia Ciemności, jednak zarówno twórcy, bliscy jak i sam zainteresowany nie przeczą, że przez większą część główny bohater...był pijany (co nie byłoby aż takim problemem, gdyby nie równoczesna terapia kilkoma antydepresantami, opioidami i innymi lekami psychoaktywnymi). Patrząc na życie muzyka wstecz, ów mały szczegół wydaje się być nieistotnym. Sam Ozzy przyznaje, że pod wpływem alkoholu i narkotykó robił rzeczy straszne. Oprócz dziesiątek dość zabawnych (acz niebezpiecznych) wydarzeń, takich jak obudzenie się na środku autostrady czy paradowanie w damskich ubraniach (Sharon próbowała udaremnić mu wypady do barów, ukrywając jego odzież, jak widać – nieskutecznie) dopuścił się czynów, które nawet najwierniejszy fan uznać musi za karygodne.

Jedną z tych rzeczy było – sam kilkukrotnie potępia to zachowanie w autobiografii – podnoszenie ręki na najbliższe kobiety. Z pierwszą żoną Thelmą Riley łączyło go niewiele, przez większą część czasu małżeństwo było rozdzielone, ze względu na intensywny rozwój kariery Ozzy’ego. Wspólne chwile z Thelmą i dwójką dzieci, które muzyk posiada z tego małżeństwa, były po pierwsze rzadkie, a po drugie i tak ze względu na jego nałogi nieszczególnie świadome. Zresztą nie tylko przemoc była tu problemem, ale o tym – później. Drugą żoną i zdecydowanie „kobietą życia” dla Ozzy’ego była i wciąż pozostaje Sharon Arden, córka producenta i potentata muzycznego (swoją drogą, okrucieństwo ojca „zaprawiło” ją psychicznie, przez co może była w stanie okiełznać Osbourne’a).

Drugie małżeństwo dało Ozzy’emu troje dzieci, z których dwoje – Jack i Kelly począwszy od udziału w reality show The Osbournes wiedzie życie celebrytów, oraz najstarszą, unikającą rozgłosu córkę Aimee.

Jak każdy fan, chciałabym móc opisać, jak dobrym ojcem był Ozzy. Byłoby to jednak kłamstwo, czego także nie ukrywa sam muzyk. Dzieciństwo Aimee, Jack’a i Kelly nie było łatwe, choć dorastały w domu multimilionera (pewnej nocy przyłapany przez Ozzy’ego złodziej ukradł biżuterię Sharon, wartą dwa miliony funtów – oprócz traumy i lęku przed kolejnymi włamywaczami, zdarzenie nie wpłynęło na życie rodziny). Obok uprzykrzającej życie wszystkim dzieciom celebrytów złośliwości (o którą nie trudno, gdy rodzic słynie z incydentów takich jak odgryzienie głowy nietoperzowi czy skakanie po stole prezydenta Busha) problemem rujnującym rodzinę byly nałogi Ozzy’ego. Sam z przerażeniem i wstrętem wspomina nagranie z jednego z rodzinnych przyjęć. W swoim mniemaniu był miłym i zabawnym, lekko podpitym gospodarzem, jednak konfrontacja z uwiecznionym obrazem okazała się odrażająca – goście uciekali w popłochu, dzieci płakały z przerażenia a on sam leżał mokry, brudny i pijany w szczątkach tortu.

Od kilkunastu lat Ozzy Osbourne jest fantastycznym ojcem i dziadkiem, ale nic nie wymaże przeszłości, w której pociąg do alkoholu i narkotyków był daleko ważniejszy, od dobra dzieci.

Apogeum tych wydarzeń była próba uduszenia własnej żony, przez pozbawionego świadomości Ozzy’ego. Ostatecznie Sharon wycofała oskarżenia, jednak zdarzenie to okazało się być w pewnym sensie momentem zwrotnym, a także przestrogą dla nas wszystkich, do czego zdolny jest odurzony człowiek – chęci zabicia kobiety, która od początku znajomości do dziś jest dla Osbourne’a całym światem.

Pozostając przy kwestiach małżeńskich, przywołam jeszcze raz postać pierwszej żony Ozzy’ego – Thelmy. Wkraczając na największe estrady, wychowany w biedzie Ozzy nie zamierzał rezygnować z niczego, co oferuje stereotypowe życie rockmana, w myśl zasady sex, drugs and rock’n’roll. O tym, że zarówno pochłanianie narkotyków jak i rock’n’rolla Osborne wyniósł na nowe szczyty już wiemy. Nieco inaczej sytuacja wyglądała w przypadku pierwszego czynnika – seksu. Początkowo koncerty Black Sabbath przyciągały głównie mężczyzn, jednak wraz z wzrostem popularności pojawiło się i to, na co wszyscy członkowie grupy szczególnie czekali – groupies. Mało znanym jest fakt, iż Ozzy był (i podobno do dziś jest) człowiekiem wstydliwym. „Najlepsze okazje” przytrafiały się zatem pozostałym muzykom, on sam musiał zadowalać się „tym, co zostało”. W pierwszych latach koncertowania grupa była podejmowana w obskurnych hostelach, tradycją stało się więc uwodzenie gotowych na wszystko fanek, by spędzić dzień czy dwa w ich domach (choć w przypadku Ozzy’ego, zabiegi te nie zawsze były opłacalne).

W 1979 roku Osbourne rozstał się z Black Sabbath, mając już jednak ugruntowaną pozycję fenomenalnego i szalonego rockmana, co otworzyło przed nim drzwi do sypialni milionów kobiet, a zawarte w 1971 roku małżeństwo nie stanowiło dla muzyka żadnego ograniczenia.

Zapewne sam Ozzy miałby problem z określeniem, z iloma kobietami odbył „jednorazową” przygodę, kilkukrotnie chorował na rzeżączkę, w międzyczasie zdążył rozwieść się i poślubić kobietę, którą naprawdę pokochał. Jednak kres seksualnych przygód położyła nie Sharon, a lęk o własne zdrowie. W tym samym roku Ozzy trafił do jednego z swoich lekarzy z podejrzeniem AIDS. Stres, jaki wówczas przeżył oraz świadomość tego, że mógł zarazić także kobietę, którą kocha ponad wszystko sprawił, iż od 1985 nigdy więcej nie zdradził Sharon.

Według wszelkich obliczeń i wniosków, które nasuwają się po poznaniu powyższych „osiągnięć”, uznać by można, że co najmniej jedną czwartą życia Książę Ciemności spędził w więzieniu. Nic podobnego. Ozzy Osbourne karę więzienną odbywał raz, w dodatku zanim w ogóle rozpoczął karierę muzyczną. Przyczyną była…kradzież kilku ubrań z miejscowego sklepu odzieżowego. Trudno dziwić się, iż sam Ozzy wspomina tamto wydarzenie z pewnym rozczuleniem. Nikt nie spodziewał się, że kilkadziesiąt lat później kradzież biżuterii (dla przypomnienia, wartej dwa miliony funtów!) nie zrobi na nim szczególnego wrażenia.

Trudno uwierzyć także w to, że był to pierwszy i jedyny pobyt w więzieniu człowieka, przez którego życie przetoczyła się tak absurdalna ilość alkoholu i narkotyków, że lekarze mówią o fenomenie genetycznym.

Niestety, także genetyka – i tu już jednoznacznie – spowodowała, że Ozzy Osbourne od kilku lat zmaga się z rosnącymi objawami choroby Parkinsona (wcześniej zdiagnozowanej jako parkinsonizm). Bieżący rok pełen był niepokojących doniesień dotyczących stanu zdrowia muzyka, jednak – choć dla niego samego i dla całego świata szczególnie trudny – rok 2020 w historii rock’n’rolla zapisze się nie tylko cieniem ograniczającej koncerty pandemii. Na początku roku na rynek trafił kolejny album Osbourne’a (Ordinary Man), obecnie w sieci oglądać możemy także swoistą „kontynuację” The Osbournes – The Osbournes Want To Believe - program, w którym Jack Osbourne sprawdza reakcje rodziców na dokumenty dotyczące zjawisk paranormalnych (rzecz jasna, mimo nadchodzących siedemdziesiątych drugich urodzin, Ozzy nie szczędzi w nim ani tak charakterystycznych dla siebie przekleństw, ani ironii i sceptycyzmu).

Pozostaje nam mieć nadzieję na to, że nadchodzący rok przyniesie nam wszystkim zdrowie, a tym samym powrót na scenę Księcia Ciemności.

Autor: 
Olga Pospieszny
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
1 + 2 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.