„Zabiła mnie starość”

Lubię brzydotę. Lubię twory bezzębne. Twarde. Na pozór jedynie miękkie. Lepkie. Cieknące. Ciepłe mięcho wykręconych niestrawnością jelit. Pomidorowej skórki resztki. Brzydoty mogę dotknąć. Cierpka tkanka wrasta się pod paznokcie. Niedługie. Śpiesznie pomalowane złamaną czerwienią pragnień. Starość nie jest ładna. Pcha się na oślep. Rozbija w kolejce po szczątki o obniżonej cenie. Ekscentryków kąsek. Artystów. Modernistów. Nekrofili. Pozbawione imienia, numeru PESEL, przynależności – wdzięczne, choć kruche tworzywo. Ani to second, ani hand.
Zbyt przechodzone. Kwaśnym oblane potem. Zdyszana starość lubi niepogodę. Brzemienne w skutkach bóle ostatnich sprawnych unerwień. Rozsiada się na dywanie, pod stołem, ujadając zawsze nie w porę. Skomle. Jak ona pięknie skomle.

Każda jest córką. Własnej matki pokracznym cieniem. Pochodną złudzeń o życiu. Wszystkie pieskie odgrywają role. Takie, co to można z bruku wywalonym podnieść jęzorem. Nadzieją na łut szczęścia, czyjeś gapowate roztargnienie, opchać się rozczarowaniem. Łatwą gotówką. Chwilówką. Więzienną pod prysznicem karmą. Każda na swój sposób stara. Zziajana. Niestabilna. Dechami zabijając okna, rani stopy na gruzach mieszkania.

Pierwszych słów skowyt uderza. Rudzka daje pięścią po pysku. Gniecie kark. Wykręca ramiona. Trzeba się zmierzyć z pętlą gorsetu. Nie wahać brzytwy. Ciąć, jak dziecko kartkę papieru. Trzeba się przedrzeć przez słony smak tonu, by dojrzeć spoistość znaczeń. Uwodzącego rytmu buchającą starość. W tej „Krótkiej wymianie ognia”.

"Co dziecku po mamie, co się swojej rzeki boi?"

Autor: 
Karolina Kozłowicz
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
5 + 7 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.