Iva Bittova & Vladmir Vaclavek

Jakby ktoś, kilka lat temu, poprosił mnie o wymienienie chociaż jednego artysty pochodzącego z Czech nie umiałbym przytoczyć przykładu (może prócz czeskich piosenkarzy którzy gościli na polskich festiwalach). Przez zupełny przypadek wpadłem na płytę Iva Bittova & Vladmir Vaclavek - Bílé interno. Muszę przyznać, że podszedłem do przesłuchania płyty dość sceptycznie. Spodziewałem się podróby Heleny Vondráčkovej. Odpaliłem pierwszą piosenkę i odkryłem, że nie mogłem się bardziej mylić.

Iva Bittova – czeska skrzypaczka, śpiewaczka i kompozytorka urodzona w 1958. Swoją przygodę z muzyką zaczęła w latach 80. Pierwszy album pochodzi z 1987. Vladmir Vaclacek – muzyk, kompozytor, instrumentalista i wokalista urodzony w 1959. Karierę na czeskiej scenie alternatywnej rozpoczął w latach 80. od gry na gitarze basowej. Grę Ivy określa się mianem awangardowej. Jest to prawda o ile rozumiemy to pojęcie jako zrobienie czegoś innego, spojrzenie na muzykę w inny sposób. Natomiast jeśli szukamy czegoś w stylu The Residents możemy się bardzo rozczarować.

Płytę Bílé interno określiłbym jako alternatywny folk. Każda piosenka jest podobna, ilość instrumentów jest ograniczona, natomiast płyta nie jest monotonna, nie nudzi się po pierwszym przesłuchaniu. Trudno porównać tę płytę do jakiejkolwiek innej, ponieważ jak już wcześniej wspomniałem jest to inny pogląd na muzykę. Zachowany jest rytm, harmonia, melodia wszystko jest dopracowane, jednak jest w tej płycie coś innego. Słuchając jej, czuję się jak w hipnozie, trudno mi przerwać odsłuchu. Pan Rafał Księżyk określił płytę jako „Spotkanie najwybitniejszych osobowości jednej z najciekawszych scen europejskiej alternatywy, zaś jej zawartość jako przepiękną, niepowtarzalną muzykę zawieszoną pomiędzy awangardą, minimalistycznym rockiem a folkiem”. Zgadam się co do słowa z panem Rafałem. Na trwającą prawie godzinę i dwadzieścia minut płytę, składa się trzynaście kawałków. Trudno mi napisać cokolwiek o tekstach, ponieważ nie znam zupełnie języka czeskiego, a w Internecie nie mogę doszukać się tłumaczenia.

Bílé interno jest kolejnym dowodem na to, że muzyka alternatywna/awangardowa jest pomijana we współczesnych mediach. Płyta przeszła bez echa w naszym kraju. W serwisie YouTube tylko dwa filmy Ivy i Vladmira przekroczyły próg stu tysięcy (dla porównania Weekend – Ona Tańczy dla Mnie ma prawie 48 milinów odtworzeń). Jakiś czas temu coś bardzo się zmieniło w muzyce. Gdyby zespoły takie jak Sonic Youth czy Pavement zadebiutowały kilka lat temu nikt by o nich nie usłyszał. Gdyby Atom Heart Mother miało premierę dzisiaj, czy zyskałoby jakikolwiek rozgłos? Szczerze wątpię. Popkultura odrzuca wszystko co nie jest pieniędzmi, przepychem, ma w sobie jakąś krztę artyzmu. Praktycznie bez dużego biustu i hitu o niczym nie można zaistnieć. Zespoły w tzw. mainstreamie, które są godne uwagi, można policzyć na palcach. Może w tym roku coś się zmieni. Mam taką nadzieję.

Tomasz Sękowski

 

 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
13 + 6 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.