ELLIE GOULDING - "Delirium" [RECENZJA]

 

Nie macie ochoty na seks? Nie chce się Wam ruszyć z domu i potańczyć w klubie? Nie odczuwacie już radości życia? To posłuchajcie Ellie Goulding!

Brytyjska piosenkarka stała się światową gwiazdą tak naprawdę dopiero w tym roku – w wyniku wielkiego sukcesu romantycznej ballady z filmu "50 twarzy Greya". Dla kogoś, kto sięgnął dzięki "Love Me Like You Do" po dwa wydane wcześniej albumy Ellie Goulding, ich zawartość mogła być sporym zaskoczeniem. "Lights" wypełniały bowiem taneczne piosenki, ale o alternatywnym tonie, a "Halcyon" śmiało łączył rozmarzone wokale z pastelową elektroniką. Dlatego właściwie dopiero trzecia płyta wokalistki lokuje ją w głównym nurcie światowego popu.

To wyjątkowo długi zestaw – bo zawierający w podstawowej wersji aż szesnaście piosenek. Co ciekawe, niemal wszystkie utwory trzymają wysoki poziom, porywając świetnymi melodiami i pomysłowymi aranżacjami. Pozornie wydawałoby się, że to dość monolityczny zestaw, ponieważ "Delirium" ma mocno ekspresyjne brzmienie, głównie oparte o wywiedzioną z EDM elektronikę. Uważniejsze wsłuchanie się w muzykę z płyty wskazuje jednak, że Ellie pozwala sobie na zgrabną żonglerkę stylami i cytatami z klasyki i współczesności muzyki pop.

Umieszczony niemal tuż na wstępie "Aftertaste" zaskakuje zwiewnym disco w stylu Kylie Minogue. Dla odmiany "Something In The Way You Move" przywołuje wspomnienie słynnych przebojów Fleetwood Mac z okresu "Tango In The Night". Więcej tanecznej energii wnosi dancehallowe "Keep On Dancin’", jakby żywcem wyjęte z ostatniej płyty Majora Lazera. W "On My Mind" brytyjska piosenkarka próbuje sił w bujającym R&B – i trzeba przyznać, że blisko jej do Rihanny. Nastoletnią energią rodem z wczesnych hitów Spice Girls uwodzi z kolei "Around U".

Niektóre nagrania budzą podziw nie tylko swą chwytliwą melodyką czy ekspresyjnym wokalem Ellie, ale również finezyjną konstrukcją. "Holding On For Life" to ekstatyczne EDM – ale oparte na gospelowym zaśpiewie i klaskanym rytmie. "Army" może stanowić perfekcyjny model stadionowego hymnu – łączącego potężne brzmienie z podniosłym nastrojem. "Lost And Found" to jakby współczesna wersja "Moonlight Shadow" Mike’a Oldfielda – ale podrasowana na EDM-ową modłę. Z kolei "Devotion" zaczyna się niczym garage house spod znaku Disclosure – by niespodziewanie zamienić się w rave’ową petardę w stylu Aviciiego czy Calvina Harrisa.

Już przed wydaniem "Delirium" brytyjska piosenkarka jasno deklarowała, że chce nagrać klasyczny album pop pełen melodyjnych piosenek. I tak się też stało. Krążek wypełniają świetnie napisane, wykonane i wyprodukowane nagrania, z których niemal każdy może zawojować listy przebojów. Co najważniejsze – nie ma tu miejsca na niepotrzebne smędzenie, wszystkie utwory, nawet te balladowe, emanują pozytywną, młodzieńczą energią, dodającą ochoty na taniec, seks, miłość, zabawę, życie po prostu. A czyż nie taka powinna być właśnie idealna płyta pop? (8/10)

Paweł Gzyl, Dziennikarz muzyczny

http://muzyka.onet.pl/recenzje/ellie-goulding-delirium-recenzja/ry47xz

 

 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
5 + 8 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.