Grupa muzyczna Lamb of God nie rozczarowała nikogo

Autor : Travis Shinn

W latach 90-tych scena thrash metalowa była rodzajem politycznego przebudzenia i tym samym stała się istotnym ujściem dla flustracji oraz ucisku. Dzisiaj przedstawiamy Lamb od God. Nawet ósmy album Lamb of God, o takim samym tytule, jest w wysokim stopniu położony na politycznej płaszczyźnie.

Randy Blythe jest jak zwykle wyposażony w mocne pióro oraz przenikliwy intelekt, kiedy skupia się na problemach dotykających społeczeństwo. Oczywiście, znajdziemy tutaj mnóstwo współczesnych materiałów, które satysfakcjonują wokalistę.

Masowe strzelaniny (”Reality bath”), konsumpcjonizm (”Gears”), nienawiść oraz mobbing (”New colossal hate”) czy niewolnictwo wobec cyfryzacji (”Memento mori”). Słuchacze dostają okazję, aby wciągnąć się w poetycką rozpustę, kiwać rytmicznie głową do czystych jak dzwon dźwięków czy też zanużyć się głęboko w muzycznym widowisku. Nie tylko w „Routes”, gdzie gościem specjalnym jest nikt inny jak Chuck Billy (Testament). W tym utworze śpiewają energicznie i dobitnie o protestach przeciwko budowie wielkiego rurociągu w rezerwacie Indian Standing Rock oraz o historycznej przemocy stosowanej w kierunku rdzennej ludności. Nie szkodzi, że mamy tutaj wsparcie dla linii basów Johna Campbellsa, gitarowy duet Marka Mortonsa i Williego Adlera oraz nową perkusję. Wszystko nadzorowane jest z wielką wrażliwością przez producenta Johna Wilburego. Ponadto materiał, który znajduje się na tej płycie jest nieco mocniejszy od swojego poprzednika „VII: Sturm und drang”. „Resurrection man” oraz ”On the hook” to istna miazga, w prawdziwyn znaczeniu tego słowa.

Połączenie czarujących zmian rytmu oraz rozjuszonego wokalu Blythesa sprawia, że ma się ochotę wystawić sąsiadowi środkowy palec oraz rzucać porcelanową zastawą w ścianę. Jamey Jasta z Hatebreed pozłocił rytmicznie kawałek ”Poison dream”, który poprzez wprowadzone zwolnionego tempa wymaga pustego pokoju oraz wolnego czasu na odsłuchanie oraz interpretację.  Droga do bijących klasycznym stylem utworów takich jak ”Ashes of the wake”, ”Sacrament” oraz ”Wrath” jest stosunkowo długa oraz kręta. Równocześnie wiele piosenek ginie w całym ogromie twórczości, jednak przy absurdalnie wysokim poziomie prezentowanym przez zespół, doświadczenie ich brzmienia łączy się z przyjemnością.

Autor: 
Sofia Bergström, Tłum. Marzena Mamuszka

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
11 + 1 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.