Skrzynk@Pandory – wirtualne igraszki w Teatrze Wybrzeże

 

 

 

 

 

 

 

Wciąż dużą popularnością cieszy się spektakl gdańskiej Malarni Teatru Wybrzeże. Od premiery minęło już siedem miesięcy, a sympatycy trójmiejskiej sceny nieustannie domagają się otwierania Skrzynki Pandory na nowo.

Wyreżyserowana przez Adama Orzechowskiego sztuka rozgrywa się przede wszystkim w świecie wirtualnym. Jej autorzy, Billy van Zandt i Jane Milmore oparli fabułę na treści wysyłanych i odbieranych przez bohaterów e-maili. Korespondencja online ma swoje konsekwencje na arenie rzeczywistego życia codziennego, co więcej wywołuje lawinę tragikomicznych zdarzeń. Przyczyną chaosu jest fatalna w skutkach pomyłka erotomana Richarda (Robert Ninkiewicz), który skierowany do kochanki Kate (Anna Kociarz) mail przesyła żonie Stephanie (Joanna Kreft-Baka). Stawiająca pierwsze kroki w internetowej przestrzeni kobieta zwraca się o pomoc do rezolutnej przyjaciółki Peggy (Marzena Nieczuja-Urbańska). Ta z kolei, wykorzystując duże doświadczenie w surfowaniu po sieci, podszywa się pod Richarda, by nawiązać kontakt z heterą. Swój udział w rozwoju wypadków ma również przyjaciel Richarda, George (Jarosław Tyrański), wielbiciel sprośnych filmików i fotomontaży z nagą Hilary Clinton.

Zdrady, romanse, kłamstwa, miłosne intrygi – na tym osadza się akcja spektaklu. Skrzynk@Pandory, przeniesiona na deski Teatru Wybrzeże, pokazuje, w jak dużym stopniu cyberprzestrzeń może zawładnąć życiem człowieka, stając się substytutem prawdziwych, opartych na emocjonalnej bliskości relacjach. Orzechowski znalazł świetny pomysł na zaadaptowanie sztuki amerykańskich pisarzy. Polski przekład autorstwa Emilii Miłkowskiej pełny jest soczystych, rozerotyzowanych dialogów oraz humorystycznych akcentów. W barwny i ironiczny sposób ujmuje gmatwające się coraz bardziej ku uciesze publiczności wątki. Absurd goni absurd, mnożą się nieporozumienia, na które trudno nie zareagować śmiechem. Reżyser zdawał sobie sprawę, że główną siłą napędową akcji jest tekst, w tym dobrze zarysowane pod względem charakterologicznym postacie. Postanowił wykorzystać moc słowa, by stworzyć groteskowy spektakl, prześmiewczo mówiący o sprawach poważnych. Przerysowana fabuła posłużyła mu do zobrazowania zainicjowanych na klawiaturze komputera działań, które w realnym świecie okazują się porażką.

Skupienie uwagi widzów przede wszystkim na kwiecistych, przesiąkniętych sarkazmem dialogach było słuszną decyzją. Orzechowski ograniczył ruch sceniczny, sadzając bohaterów w szeregu przy biurkach z laptopami. Postacie rzadko wchodzą z sobą w bezpośrednią interakcję. Wypowiadane zdania kierują najczęściej w stronę rozbawionej publiczności. Ciekawą koncepcją było wprowadzenie swego rodzaju przerywników. Poprzez gimnastykę czy nieskoordynowany taniec transowy bohaterowie rozładowują kumulujące się w nich emocje. Przypadkowym krokom i chaotycznemu machaniu towarzyszy głośny podkład muzyczny, który pozwala im na chwilowe zapomnienie o narastających problemach. Mimo zdecydowanej dominacji słowa akcja nie sprawia wrażenia dłużącej się w nieskończoność opowieści. Wprost przeciwnie – wyróżniająca się karykaturalnym ujęciem rzeczywistości historia posiada wartkie, wciągające publiczność tempo. Ascetyczna forma inscenizacji oraz minimalistyczna scenografia w niczym nie zubażają gdańskiej adaptacji.

Skrzynk@Pandory nie jest ani monotonna, ani statyczna. To zasługa trafnie dobranej obsady. Każdy z pięciu aktorów pokazał, jak przy użyciu niemalże samego tekstu zbudować postać ciekawą, pełnokrwistą, a jednocześnie wiarygodną. Orzechowski, przyjmując taką, a nie inną ideę przedstawienia, nie ułatwił zadania artystom. Tym większe należą im się oklaski. Widzowie lubią naszkicowanych grubą kreską bohaterów. Ich oczekiwania nie zostały zawiedzione, o czym świadczą częste wybuchy śmiechu i rosnący z minuty na minutę entuzjazm. Każdą z pięciu ról można uznać za udaną. Aktorzy doskonale wpisali się w farsową formułę spektaklu.

Sztuka van Zandta i Milmore to kuszący materiał dla twórców teatralnych. Orzechowski w pełni wykorzystał jej potencjał. Funduje nam sporą dawkę komizmu sytuacyjnego, okraszonego udanymi kreacjami aktorskimi. Dobra zabawa gwarantowana.

Marta Cebera

 

 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.