DAWID PODSIADŁO – "Annoyance and Disappointment"

Wszyscy krytycy zgodnie podkreślają, że odkrycie Dawida Podsiadły jest jednym z najważniejszych osiągnięć wszystkich rodzimych talent-shows. Tego samego zdania byli słuchacze, czyniąc z debiutanckiej płyty wokalisty komercyjny sukces. Nic w tym dziwnego – "Comfort And Happiness" urzekł wszystkich ładnymi melodiami, przejrzystymi aranżami i... skromnością wykonania. Dobre opinie o Podsiadle przypieczętowała płyta grupy Curly Heads, w której stoi on za mikrofonem. Bo chłopak nie dość, że udowodnił, iż nie zapomniał o starych kumplach, to jeszcze pokazał, że sprawdza się w rockowych brzmieniach.

W tej sytuacji wszyscy oczekiwali z niecierpliwością na drugi album solowy Podsiadły. To musiał być spory stres dla młodego wokalisty – z którym poradził sobie, otaczając się podczas pracy nad premierowymi piosenkami gronem sprawdzonych i zaufanych przyjaciół. Producentem został oczywiście Bogdan Kondracki, a wspomagał go kierownik muzyczny zespołu – Daniel Walczak. Większość nowych utworów narodziła się w typowy dla rocka sposób – podczas wspólnego jamowania. I to zdecydowanie słychać na "Annoyance And Disappointment".

Płytę otwiera klimatyczny wstęp – "Sunlight (Intro)". Jego intymny ton zdawałby się sugerować, że cały album będzie utrzymany w podobnym nastroju. A tu nic z tego – już następujący tuż po nim "Forest" emanuje mocniejszą energią, lokując się w formule pastelowego indie-popu o emocjonalnym wokalu. Jakby tego było mało, "Block" wnosi ze sobą taneczną rytmikę, pomysłowo skontrastowaną z nowofalową gitarą i psychodeliczną wokalizą w finale. Co ciekawe Dawid Podsiadło śpiewa tu mocniejszym głosem, przypominając momentami... Bono z U2.

Te brytyjskie wpływy przybierają jeszcze bardziej na sile w "Pastempomat", koncentrując się wokół archaicznych brzmień Hammonda i postpunkowego pochodu basu, przywołujących na myśl klasyczne nagrania The Stranglers czy XTC. W dalszą przeszłość cofamy się w utworze "Byrd" – bo tym razem Dawid Podsiadło z zespołem zabierają nas do krainy popowej psychodelii z lat 60. To już typowo jamowe granie, zwieńczone osadzonym na transowym rytmie gitarowym solo w stylu Cream.

Uspokojenie przynosi "Cashew/161644" o akustycznym brzmieniu, kojarząc się ze względu na wokal Podsiadły i przestrzenną aranżację z "One" U2. Tropy te myli "W dobrą stronę" – eksplodując gorącą energią oldskulowego soulu, w którym jest miejsce zarówno na energetyczny wokal Dawida, jak i zabawny chórek. Echa angielskiej nowej fali powracają w "Beli" – choć maskują je dubowe basy i country’owa harmonijka. Ta finezyjna aranżacja pasuje do aktorskiej interpretacji Podsiadły – a wszystko to zgrabnie łączy się z dowcipnym tekstem.

"Eight" i "Son Of Analog" przywołują znów ducha psychodelii – pierwsze z nagrań w formie nostalgicznej ballady, a drugie – w formie beatlesowskiego (a może kinksowskiego) popu z finezyjną partią Hammonda na zakończenie. Przy "Where Did Your Love Go?" wszystkie fanki Dawida będą się zanosić od płaczu – tym razem ich idol stworzył bowiem perfekcyjną balladę miłosną, odwołującą się do najlepszych wzorców z lat 70. Ciekawie brzmi tutaj głos Davida – z taką chrypą, jaką słychać było w dawnych przebojach Joego Cockera.

Nowofalowy ton utworu "Focus" sprawia, że młody wokalista bez problemu przechodzi od barytonu do falsetu – dzięki czemu znów pojawiają się skojarzenia z Bono. Wszystko to zmierza jednak do intymnego finału. W wieńczącym album "Four Sticks" dostajemy bowiem klasyczną "pościelówę", wyszeptaną przez Dawida zmysłowym głosem.

"Annoyance And Disappointment" to płyta na każdym poziomie lepsza do "Comfort And Happiness". Przede wszystkim Dawid Podsiadło rozwinął się tu wokalnie – śpiewa pełnym głosem, pozwala sobie na mocniejszą ekspresję, ciągnie go do wręcz aktorskich interpretacji. Ciekawsze są kompozycje – bardziej rozbudowane, pełne erudycyjnych nawiązań, niby popowe, ale odwołujące się śmiało do klasyki rocka. No i wreszcie finezyjna produkcja – zachowująca "żywe" brzmienie, ale pomysłowo wykorzystująca studio jako kolejny instrument.

Przy tym wszystkim piosenki Dawida nie tracą wiele ze swej przebojowości. Może momentami melodie są mniej wyraziste niż na debiucie, ale z kolei mają bardziej wyrafinowany sznyt. Rezygnacja z prostoty i bezpośredniości dominującej na "Comfort And Happiness" na pewno zaskoczy dotychczasowych fanów Dawida. Ale to dobrze, że piosenkarz postawił poprzeczkę wyżej i sobie, i swym wielbicielom. Skoro on dojrzewa i rozwija się, to dlaczego oni nie mieli też pójść jego śladem?

 

 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.