Uwierz w siebie i otaczający cię świat

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wywiad przeprowadziła Marianna Ruks

– Gdyby nie mój upór, wygórowane ambicje i chęć osiągnięcia sukcesu w pogoni za marzeniami, dzisiaj nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem. Zapewne zgodnie z pragnieniami mojej mamy siedziałabym w państwowej pracy, odbębniając osiem monotonnych godzin każdego dnia, nie czując żadnej wartości.

Mogła wylądować w państwowej pracy i znaleźć się pod zwierzchnictwem urzędowego biurokraty. Nie wylądowała. Inaczej widziała swoją przyszłość zawodową. Dzisiaj ma swój magazyn, projektuje działania marketingowe i pr dla firm - jest niezależna.

Każdy został do czegoś powołany. Każdy posiada predyspozycje do wykonywania określonych czynności. Każdy z nas otrzymał jakiś talent. I można powiedzieć, że w związku z tym powinniśmy układać swoją ścieżkę zawodową w taki sposób, by wykorzystać swoje naturalne zdolności i talenty.

Niestety, rzeczywistość okazuje się być inna; to wir, który wciąga człowieka bez reszty; bez współczucia i litości i usadawia tam, gdzie mu się podoba. Nie musimy być jednak jak kłoda drewna rzucona w wartki nurt rzeki; możemy temu nurtowi stawić opór. Możemy iść pod prąd. Jest to trudne, ale możliwe.

Moja dzisiejsza rozmówczyni, Jadwiga, tak właśnie zrobiła. Walczyła z rzeczywistością uzbrojona w wygórowane ambicje, upór, odwagę, pewność siebie. I dzięki temu wyrwała się z jej monotonii. Teraz sama może decydować kiedy, gdzie i jak pracuje. A niezależność to cecha bardzo pożądana dzisiaj i popyt na tę wartość nie zmaleje nigdy.

Drodzy Czytelnicy, zapraszam Was do kolejnego wywiadu z cyklu Rozmowy (nie)zwykłe. Przedstawiam Wam, Jadwigę Życińską, założycielkę agencji kreatywnej oraz redaktor naczelną magazynu PRomenada Biznesu.

Oto, jak ona sama o sobie mówi: „Dziewczyna, jak każda inna, dziewczyna, która uwierzyła w swoje możliwości, uwierzyła w siebie. Z optymistycznym podejściem do swoich działań, osoba odważna, z dystansem do otaczającego świata i siebie samej. Zbyt ufna, żeby zaufać. Z wykształcenia grafik komputerowy, specjalista ds. reklamy i PR, menadżer ds. zarządzania. Z wygórowanymi ambicjami, sukcesywnie dążąca do zamierzonego celu”.

Marianna Ruks: To mi się podoba! Krótka, ale treściwa prezentacja (śmiech). Od razu widać, że jesteś kobietą, która wie, czego chce. Ale dlaczego z „wygórowanymi ambicjami”? Czyżbyś w ten sposób określała swoje przedsięwzięcie założenia magazynu?

Jadwiga Życińska: Nie zawsze było tak, że wiedziałam czego chce, ale zawsze chciałam więcej, niż czasem mogłam mieć, wydawało mi się, że wszystko, co zaplanuje zrealizuje się ot tak. Życie niejednokrotnie sprowadzało mnie na ziemię. Często bujałam w obłokach, marząc o niezrealizowanych planach. Na szczęście doświadczenie, podjęte próby, a przede wszystkim ludzie, których spotkałam na swojej drodze… to wszystko uświadomiło mi jak ważne jest działanie i realizacja planów. Dzięki temu jestem tutaj gdzie jestem.

M. R. Jedni mówią, żeby od razu iść na całość; mierzyć wysoko i robić śmiałe plany. Inni twierdzą, że lepiej dźwigać tyle, ile jesteśmy w stanie unieść w danej chwili, i małymi kroczkami posuwać się do celu. Zwolenniczką której teorii jesteś?

J. Ż. Zacznę od tego, że nie lubię teorii, nigdy nie czytam instrukcji, zazwyczaj stawiam na działanie, efekt doświadczania. Podejmowanie prób i popełnianie błędów pozwala na osiąganie bezcennej wiedzy. Każdy musi znaleźć swój sposób na osiągnięcie tego o czym marzy, do czego dąży. Sposobów jest mnóstwo, a jednej teorii na sukces nie ma. Na każdym kroku jednak przekonujemy się, że ludzie dzielą się na tych, którzy chcą coś zmieniać i na tych, którzy do końca będą tkwić w jednym miejscu. Jednak to od nas samych zależy, którą drogę wybieramy.

M. R. Jak układałaś swoją ścieżkę edukacji? Planowałaś wszystko w najdrobniejszym szczególe?

J.Ż. Już od najmłodszych lat zakładałam, że nie uczę się po to, żeby wylądować na stanowisku nie związanym z moim wykształceniem. Wbrew temu co mówili „dorośli” wypierałam ze świadomości teksty typu: „zobaczysz… życie Cię nauczy”… Starałam się planować wszystko tak, aby było ze sobą powiązane, spójne i razem dawało konkretną możliwość lub alternatywę. Nie do końca było wszystko tak jak sobie planowałam. Technikum Informatyczne wybrałam z myślą o specjalności komputerowe wspomaganie projektowania – chciałam iść na architekturę, jednak specjalność nie została otworzona, tak znalazłam się na grafice komputerowej. Później studia o specjalności reklama i PR. Chciałam połączyć grafikę z reklamą, w tym widziałam związek. Jednak na studiach zainspirowałam się jeszcze wtedy raczkującą branżą Public Relations i zaczęłam zgłębiać jej tajniki, wyszukując wydarzenia z nim związane, literaturę i osoby.

M. R. Potem przyszła polska rzeczywistość na rynku pracy…

J. Ż. Tak, myślę, że większość styka się z taką rzeczywistością… Po technikum mając zawód szukałam możliwości zdobycia doświadczenia zawodowego, jednak z każdym złożonym CV, z każdą jego nawarstwiającą się ilością, i po braku jakiegokolwiek pozytywnego odzewu, musiałam podjąć pracę nie związaną z grafiką, przyjąć staż, który zupełnie nie był spójny z tym, co chciałam robić, i w czym się wyuczyłam – zaczęło spełniać się życie i prognozy „dorosłych”.

M. R. Nie poddawałaś się jednak. Cały czas szukałaś swojej szansy…

J.Ż. Owszem. Pracując w nie swoim zawodzie i nie mogąc się z tym pogodzić szukałam rozwiązania, i tak znalazłam Program Operacyjny Kapitał Ludzki z GARR, w którym startowałam razem z siostrą, starając się o dotację na własny biznes – bezskutecznie. Nie mając pojęcia o wymyślonym biznesie, ani wiedzy o pisaniu biznesplanu projekt nie miał szans. W tym przypadku porwałam się z motyka na słońce. Tak się miało właśnie stać i stało się dobrze, bo wymyśliłam biznes, z którym nie miałam żadnego związku, a wymyśliłam go ot tak, stwierdzając niszę rynkową, i z myślą „tego brakuje w moim mieście - założę klub fitness”. Dotacji nie dostałyśmy.

M. R. I znowu się nie poddałaś. Niejeden dałby sobie spokój. Bo ludzie bardzo często po jednej, dwóch nieudanych próbach rezygnują…

J. Ż. Taki mam charakter, do tego młodzieńczy zapał i chęci nie pozwoliły mi na pogodzenie się z takim obrotem sytuacji i szukałam dalej. Los chciał dać mi szansę - w moim mieście ogłoszono nabór do projektu, w którym można było otrzymać dotację na założenie własnej działalności. „Przedsiębiorczość jest kobietą” – to był projekt, w którym miałam duże szanse. Otrzymałam dużą ilość punktów, co, z całego Śląska, spośród prawie 500 osób, pozwoliło mi znaleźć się wśród tych wybranych, którzy otrzymali dotację. Tutaj już postawiłam na swoje wykształcenie – byłam po studiach licencjackich, miałam wyuczony zawód i nowe zainteresowanie, jakim był PR, tak powstało – Centrum Kreowania Wizerunku PRomenada. Czekając na dotację i wciąż rozwlekający się projekt (a to szkolenia, a to mentoring, a to formalności…) zdążyłam w trakcie zrezygnować z jednej pracy i trafić do redakcji wydającej dodatek do Rzeczpospolitej.

M.R. Opowiedz szerzej o tym dodatku do Rzeczpospolitej. Czym się zajmowałaś i jak tam trafiłaś? Nie każdy ma szczęście, żeby dostać się do takiej prestiżowej gazety…

J. Ż. Bo nie każdy ma świadomość, że tego typu periodyki składają się w większości z dodatków, które są sponsorowane przez klientów. Klientów, których trzeba pozyskać i na tym właśnie polegała ta praca. Call center połączone z odrobiną dziennikarstwa, plus sprzedaż, która jest wszędzie. Takich redakcji w Katowicach jest kilka, może kilkanaście… To nie szczęście tylko po prostu wytrwałe szukanie i sprzedanie swojej osoby na rozmowie kwalifikacyjnej.

M. R. Czego nauczyła Cię praca w Rzeczpospolitej?

J. Ż. Dzięki pracy tam zainspirowałam się nową formą reklamy i postanowiłam zająć się custom publishing i dać ludziom coś własnego – tak utworzyłam markę, jaką jest PRomenada Biznesu (Promenade Business), magazyn gospodarczy zawierający treści informacyjno-promocyjne. W takich redakcjach bazują też na rotacji. Potencjał, który miałam w sobie postanowiłam wykrzesać z siebie sama

M. R. Stałaś się niezależna…

J. Ż. Nie chciałam być pod kimś, zawsze twierdziłam, że bardziej wartościowe jest tworzyć coś własnego, nowego, co nie zawsze było łatwym kawałkiem chleba. Wcześniej też niejednokrotnie słyszałam, że powinnam prowadzić swoją firmę, lubiłam zarządzać. Chciałam być liderem. Można się tego nauczyć albo też kształcić tą żyłkę, którą się już czuje. Czy to daje niezależność… pytanie kto co przez to rozumie. Ja dzisiaj czuję się niezależna.

M. R. Właśnie, tworzyć coś od początku, budować od zera. Nie bałaś się tego?

J. Ż. Oczywiście, że się bałam, strach towarzyszy mi do dzisiaj. Ponownie życie pokazało mi fakt, że nie jest łatwo bez znajomości tworzyć coś od początku. Coś, co jest mało znane i do czego ludzie, firmy nie mają zaufania. W trakcie prowadzenia swojej działalności praktykowałam networking, bazowałam na rekomendowanych zleceniach, kreując wizerunek firm, zarówno już tych istniejących, jak i tych, które dopiero zaczynały. Kompleksowo zajmowałam się identyfikacją wizualną klientów. Zatrudniałam pracowników, oferowałam miejsca dla stażystów. Próbowałam. Doświadczenie pokazało mi, jak wiele osób boryka się z takimi problemami jak ja - nie mogą znaleźć pracy, nie wiedzą jak i gdzie szukać wsparcia, skąd wziąć pomysł na firmę itp… A sama dokładnie wiedziałam, że nie było łatwo odnaleźć się na rynku polskiej gospodarki wśród MŚP, dlatego postanowiłam zmodyfikować PRB i zadedykować czasopismo dla kobiet. Tak powstało mini kompendium wiedzy z zakresu Biznes, Rozwój i Relaks. Zostały zawarte tam początkowe informacje, które chciałam przekazać wraz z osobami, z którymi współpracowałam. Stąd też artykuły od wielu specjalistów, z którymi miałam przyjemność współpracować.

M. R. Powiedz, jaki zasięg ma Twój magazyn i w jakiej formie jest wydawany? No i gdzie można go nabyć?

J. Ż. Magazyn nie jest czymś wielkim. Jeszcze, bo marzy mi się zasięg i znajomość magazynu o skali ogólnopolskiej. Wydawany jest w trybie nieregularnym, ponieważ dzisiaj prowadzę go sama i tworzę go w miarę możliwości czasu. Głównie publikuję go w wersji elektronicznej. Pierwszy numer udało się wydać w nakładzie 10 000 szt! To był sukces. Teraz drukuję mniejszą ilość, dedykowaną dla osób z bazy danych. Wszystkich zapraszam do pobrania e-magazynu na stronie promenadabiznesu.pl (link is external)

M. R. Jakie jest przesłanie magazynu?

J.Ż. Idea magazynu jest prosta – wsparcie i promocja samozatrudnienia kobiet w Polsce, wiara we własne siły i możliwości. Czasem jednak okazało się, że trudno walczyć z mentalnością, z jaką jest wygodnie ludziom żyć. Docelowo chciałam osiągnąć praktykę, efekt działania ludzi czytających mój przekaz poprzez zaoferowanie im zalążka wiedzy, teorii, którą mogą wykorzystać w praktyce. To plany związane z magazynem. Moim marzeniem jest, aby ludzie, kobiety, uwierzyły, że życie można zmienić, swój los można zmienić tylko wtedy, jeśli się tego naprawdę chce i o tym myśli - trzeba DZIAŁAĆ. Tylko to daje efekt mierzalny i skutkuje realizacją marzeń. Wierzę, że pewne treści zamieszczone w magazynie zainspirują do działania.

M. R. Piękna idea. Chcesz uświadamiać kobiety; aktywizować je do działania. Widzisz w nich potencjał. Ale mentalność ludzi czasami trudno zmienić…

J. Ż. Chciałabym, abyśmy nie godziły się na sytuację, w której tkwimy a z którą się nie zgadzamy. Ludzie są jednak fałszywi i wolą oszukiwać nawet nie tyle innych, co siebie samych – tak jest im wygodniej… Paraliżuje nas strach. Ale co to za sztuka godzić się z niewygodnym życiem, sytuacją, która nam nie odpowiada? Lepiej jednak jest uznać osobę, która jest szczęśliwa, którą przełamuje strach za prymitywną... Ludzie się nie zmienią, bo nie zmieniają swojego toku myślenia, tak im wygodniej. A ja nie jestem osobą, która będzie nieustannie walczyć z wiatrakami. Jestem i pisze dla tych, którzy sami chcą, chcą i wierzą, że mogą coś zmienić i zmieniają – po prostu. Dlatego postanowiłam pogłębiać swoje doświadczenie dalej współpracując z różnymi firmami, kreując ich PR - z pasji dla tych, którzy docenią jej wartość.

M. R. Bycie oryginalnym, odróżniającym się od reszty to trudna sztuka w dzisiejszym świecie. Ty pewnie odczułaś to na własnej skórze…

J. Ż. Oj tak, niejednokrotnie i pewnie jeszcze nieraz poczuję, ale to i dobrze. Każda nieprzyjemna sytuacja, raniące słowa, spojrzenia… to wszystko uświadamia mi, że dużo osiągnęłam już w tym wieku. A ludzie są po prostu zazdrośni i zawsze znajdą się tacy, którzy będą się do mnie uśmiechać i chwalić, a za plecami rzucać we mnie nóż. Gdyby ich nie było, zatraciłabym się w tej swojej szczęśliwości, nie zastanawiałabym się co by było, gdybym się nie bała? I nie działałabym dalej. Tak jak w przyrodzie nic nie dzieje się bez powodu. Wszystko jest po coś. Ktoś musi mi przypominać, że świat nie jest doskonały a ludzie wspaniali. Trzeba mieć w sobie coś takiego, co będzie nam tarczą w takich chwilach, w których będziemy chcieli się poddać.

M. R. Jesteś otwarta na współpracę przy realizowaniu różnych projektów dotyczących kobiet, ich działalności, inicjatyw, które podejmują, talentów, jakie posiadają?

J. Ż. Oczywiście, że tak. Dlaczego miałabym nie próbować podejmować się nowych działań? Nie chcę zawsze myśleć co by było, gdyby. Warto podejmować się różnych projektów, bo daje to możliwości poznania nowych osób, zyskania doświadczenie i zrobienia czegoś wspaniałego, o czym będą mówić następne pokolenia. To są wartości, które warto zdobywać i wychodzić im naprzeciw.

M. R. A kogo właściwie poszukujesz? Jakie kobiety mogą się do Ciebie zgłaszać i czego mogą od Ciebie oczekiwać?

J. Ż. Każdy może się zgłaszać! Nie mam sprecyzowanych wytycznych wobec których selekcjonuje ludzi – nie. Może odezwie się do mnie ktoś, od kogo ja się czegoś nauczę? Przecież mamy możliwość komunikacji po to, żeby ze sobą rozmawiać, a nie po to, żeby tylko ona była. Przede wszystkim starajmy się oczekiwać od siebie nawzajem, bo to w każdym z nas drzemie siła. Ja nie tworzę cudów (śmiech).

M. R. Często jest tak, że kobiety po trzydziestce, które jeszcze niczego w życiu zawodowym nie osiągnęły, twierdzą, że dla nich jest już za późno na podejmowanie tego typu inicjatyw, że tylko dwudziestokilkulatki mogą coś osiągnąć na szczeblach kariery zawodowej i samozatrudnienia, natomiast dla nich droga jest już zamknięta. Czy rzeczywiście tylko młode dziewczyny mają szansę na niezależność, czy jednak kobieta w każdym wieku może z powodzeniem dążyć do samodzielności zawodowej?

J. Ż. Jak sądzę na to pytanie większość zna odpowiedź. Uważam, że wiek nie ma znaczenia. Niezależnie od tego, ile mamy lat możemy podejmować działania, próby, uczyć się. Dla nikogo nie jest za późno. Jeśli mamy negatywne przeświadczenia, to tkwią one wyłącznie w naszej głowie i należy je jak najprędzej wyeliminować. Jeśli sami nie potrafimy, to nie zamykajmy się z tym pośród czterech ścian. Pozwólmy sobie pomagać. Wiem, to niełatwe, ale owocne. Wierzcie mi lub nie, ale wszystko zmieniło się u mnie jak tylko wychyliłam się do świata z moimi możliwościami. Wtedy one są dostrzegane, a nie wtedy, kiedy chowamy je do szuflady. Pracodawca nie domyśli się, że mamy pożądane umiejętności i chcemy u niego pracować, jeśli mu tego nie pokażemy. Projekty same się nie stworzą, jeśli ich nie zaprojektujemy. Po prostu wyjdź do świata i uwierz w swoje możliwości, bo potrafisz.

M. R. Czy planujesz jakiś ciekawy projekt w niedalekiej przyszłości?

J. Ż. Wciąż coś planuję, mam kilka projektów, które chcę zrealizować. Jeśli przyjdzie ten odpowiedni moment na nie to zostaną zrealizowane. W tej chwili znalazłam stabilizację, której szukałam i tutaj się zatrzymuję. Zapewne niejednokrotnie jeszcze coś wpadnie mi do głowy. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość.

M. R. Wróćmy do tworzenia pierwszego numeru. Skompletowanie artykułów, pozyskanie reklamodawców, dobór grafiki, skład komputerowy magazynu, druk nakładu, promocja w mediach, dystrybucja… Kto Ci w tym pomagał? Miałaś jakichś współpracowników?

J. Ż. Co do osób mnie wspierających, to tutaj nie ma za dużo co pisać… Ludziom po prostu nie chce się pracować, większość musiałam ogarniać sama. Gdybym nie była uparta i nie miała chęci dzisiaj nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem. Zapewne zgodnie z pragnieniami mojej mamy siedziałabym w państwowej pracy, odbębniając osiem monotonnych godzin każdego dnia, nie czując żadnej wartości. Ponieważ czasopismo jest moim autorskim pomysłem – sama wymyśliłam ideę, wygląd, zakres tematyczny, dobierałam felietonistów, pozyskiwałam klientów aż po skład DTP i kolportaż… – jest to mój SUKCES. Dzisiaj czekam na druk kolejnego wydania, lepszego, bardziej dopracowanego, ponieważ tak samo jak inni uczę się na błędach i udoskonalam to, co niedoskonałe, magazyn będzie lepszy.

M. R. Miałaś alternatywę, gdyby się nie udało? No właśnie, czy dopuszczałaś do siebie myśl, że może się nie udać?

J. Ż. Zawsze jest ryzyko, że coś może się nie udać. Nie myślałam jednak o tym często. Jako alternatywę przyjęłam projektowanie działań marketingowych i PR dla klientów.

M. R. Co powiedziałabyś osobom, które, tak jak Ty, też do czegoś dążą; które mają ciekawy pomysł na życie; w których jest potencjał; które pragną zrealizować swoje marzenia, a nie jest im łatwo?

J. Ż. Powiedziałabym im to, co już wiedzą ale czasami o tym zapominają: Uwierz w siebie i otaczający Cię świat!

M. R. Kiedy planujesz wydanie trzeciego numeru?

J. Ż. Jeszcze nie wiem. Wszystko zależy od sytuacji, w której się znajdę, inspiracji, treści, ludzi, którym te treści będą potrzebne i oczywiście od możliwości czasowych. Wiem, że kiedyś będzie taki czas, który pozwoli mi na to, abym mogła zająć się tylko czasopismem.

M. R. Czy możemy nastawić się na to, że Promenada Biznesu osiągnie w przyszłości status ogólnopolski?

J. Ż. Już możemy przyjąć, że tak jest, bo mam czytelników nie tylko z jednego regionu, ale z różnych części Polski, za co im pięknie dziękuję. To efekt, którego się nie spodziewałam.

M. R. Podsumowując. Było trudno?

J. Ż. Oczywiście, że tak. Jak każdy mam te dobre i złe chwile. Zwłaszcza jak się nie ma oparcia w kimkolwiek. Mam trudny charakter i nie każdy rozumie to, do czego dążę, ale wierzę głęboko, że mam swoją misję na tym świecie, i nie jestem tutaj bez powodu. Każde załamanie, zwątpienie czy strach nie ułatwiało mi osiągnięcia sukcesu… Jednak wiem, że było warto.

M. R. Jadziu, dziękuję za rozmowę.

J. Ż. Dziękuję.

***

Ktoś podeptał moje marzenia
spalił je
rzucił w przepaść.
Ktoś podeptał moje marzenia
a ja teraz spadam w nicość.
Ktoś podeptał moje marzenia...
Już wiem!
Oprzytomniałam!
... to Rzeczywistość.

Autor: Marianna Ruks

Historia Jadzi pokazuje nam, że nie powinniśmy poddawać się rzeczywistości ani pozwalać na to, żeby ona „podeptała nasze marzenia”, jak to opisane jest w wierszu. Nie idźmy z prądem, lecz pod prąd. Czasami będziemy musieli upaść wiele, wiele razy, żeby się udało, ale każdy upadek przekłuwajmy na sukces – uczmy się i wyciągajmy wnioski, stawajmy się coraz doskonalsi w tym, co robimy. Nie zbaczajmy z kursu, jak Czerwony Kapturek, bo wszyscy wiemy, jak to się skończyło... Trzymajmy stery i płyńmy do przodu! Tego Wam życzę.

Linki do wersji online Promenady Biznesu:

http://issuu.com/ladymarrylu/docs/promenada_biznesu_nr_1 (link is external)

http://issuu.com/ckwpromenada/docs/prb2 (link is external)

 

 

 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.